Dwóch pisarzy z innych planet? Jeden to absurd i groteska. Prezentował skrót myślowy i puentował zastaną sytuację krótko i gorzko. Nieco bardziej wylewny bywał w swoich dziełach scenicznych. To Sławomir Mrożek, który ożenił się z mieszkającą w Katowicach Marią Obrembianką.
Drugi, Stanisław Lem, został mężem Barbary Leśniak, której rodzina osiadła po wojnie w Bytomiu. Na zastany świat nałożył on kostiumy kosmiczne, odwoływał się do nauki, cybernetyki, zrobił wszystko, by totalitarnego gnoma ukryć przed okiem inteligentnego cenzora i rozprawić się z demonami… w przestrzeni kosmicznej. Obaj: zarówno Mrożek, jak i Lem, zostali obdarzeni niepospolitym poczuciem humoru, obaj byli znakomicie wykształceni, obaj też darzyli się zaufaniem w dziedzinie zawodowej.
Co znajdziemy w listach? Na początek dwóch autentycznych mężczyzn, którzy ze swadą i nie bawiąc się w ceregiele, dosadnie opisywali zastany świat. W tym kobiety i kolegów po piórze – Ireneusz Iredyński był im szczególnie nienawistny. Znajdziemy w listach opisy tego, co wyprawiali, używając lekkomyślnie swoich samochodów, a co może u dzisiejszych kierowców budzić salwy śmiechu. To ta pierwsza warstwa.
Korespondencja do wyjazdu Mrożka na Zachód meandrowała pomiędzy szarą rzeczywistością a problemami natury literackiej. Od literatury też się rozpoczyna i w końcu, nie porzucając opisu trudności związanych ze zdobyciem kolejnych części do samochodu, które koniecznie musiał zakupić Mrożek dla Lema, czy problemami pozyskania honorarium za własne utwory – list Lema do Mrożka jest wart Nobla! – na terenie Jugosławii, rozwija się przed nami druga warstwa. To wachlarz problemów literackich, w tym obszerne rozprawy Lema dotyczące „Tanga” czy „Krawca”. Mrożek traktuje w końcu listy jako rozważania do własnych przedsięwzięć literackich. Chciał wiedzieć, co myśli grupa znajomych pisarza, w tym prof. Błoński czy prof. Jan Józef Szczepański, na temat kolejnych nadsyłanych przez niego utworów.
Zarówno Mrożek, jak i Lem rozmijali się w ocenie własnych dokonań. Cenili nie te utwory, które dziś uchodzą za wybitne. Wzajemnych uwag nie odbierali negatywnie, wręcz odwrotnie. To były jedne z nielicznych wojen na argumenty, w których nie było pokonanych. Listy pokazują warsztaty twórcze obydwu pisarzy. Pisarzy uwikłanych też w historię i autorów listów czytanych przez ludzi do tego niepowołanych. Stąd dla podenerwowania zainteresowanych cudzą korespondencją niektóre z listów pisane są w czterech językach.
Korespondencja Sławomira Mrożka i Stanisława Lema z lat 1956–1978 to świadectwo tak zwariowanych czasów, że młodzież powinna ją otrzymać z przypisami wyjaśniającymi zawiłości towarzyszące naszym bohaterom każdego dnia. W tym kłopoty, do których należało „polowanie” na wszelkie artykuły, m.in. spożywcze, pozyskiwanie samochodu, a potem poszukiwanie części zamiennych i ewentualnego, trzeźwego, mechanika w celu naprawiania auta, wspominane już procedury otrzymywania i spożytkowania honorariów za granicami kraju oraz zaskakujące procedury dotyczące pozyskiwania paszportów i dewiz (tych ostatnich było zawsze jak na lekarstwo).
Jerzy Jastrzębski we wstępie do opublikowanej korespondencji napisał, że to jest korespondencja, gdzie:
Wielkość towarzyszy głupstwu, intelektualna błyskotliwość – absurdom codzienności, osobiste wyznania – nieuniknionym przemilczeniom, którym patronują czujnie służby specjalne. […] A przecież w tej dziwacznej atmosferze wykuwały się dzieła, które dziś zaliczymy bez wahania do najwybitniejszych w dwudziestowiecznej polskiej literaturze […].

