Niesłychanie pokorny, niesamowicie przyzwoity, świetnie wykształcony absolwent Eton College, trochę obszarpany i z głową w chmurach, pracoholik, wrażliwy na każdy najdrobniejszy cud przyrody, wpatrzony nieprzytomnie w gąsienicę, notujący ilość jajek, które zniosły jego kury, wiecznie z papierosem w ustach i stukający w maszynę do pisania prawie całą dobę. Pisarz, poeta, myśliciel, zwracający się do Pani Marshall: „Od dawna nie daje mi spokoju myśl, że nigdy nie podziękowałem Pani za otrzymany słoik konfitur”. To Georg Orwell. „Ostatni człowiek w Europie” – napisał o nim biograf D.J. Taylor.
Jednocześnie Orwell jest niezwykle niebezpieczny dla polityków. W książce „Rok 1984” prosto i jasno mówi o mechanizmach władzy. Każdej władzy. Demistyfikuje ją i, co gorsza, uświadamia czytelników: każda walka z każdą władzą kończy się festiwalem przemocy. Wygrani należą do małego, zamkniętego kręgu, reszta należy do przegranych. Ale kiedy napisał:
Był samotnym duchem głoszącym prawdę, której nikt nigdy nie usłyszy […]
i dodał:
To nie przez fakt, że ktoś cię usłyszy, ale dlatego, że nie dajesz się ogłupić, trwa kulturowe dziedzictwo.
Przenikliwość i prostota jego powieści, takich jak „Rok 1984” czy „Folwark zwierzęcy”, jest, zwłaszcza dziś, aktualna do bólu i przeszywająca smutkiem na wylot. Pisarz, który świat zobaczył na przełomie wieków, bo po raz pierwszy w roku 1903, a po raz ostatni w 1950, po dwóch wojnach i związanych z nimi zamętach politycznych wszelkiej maści, miał wewnętrzny kompas przyzwoitości, który nie pozwolił mu ani siedzieć cicho w czasie powstania warszawskiego, ani zamilknąć w sprawie procesu szesnastu. Polacy mieli w nim samotnego sojusznika, którego głos był z góry skazany na przegraną. Biografia Orwella skrzy się od diamentów, scen niewiarygodnych i zdarzeń znaczących od momentu jego narodzin do chwili śmierci.
Opowiem o tym w środę 24 lutego o 17.00 w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu przy ul. W. Korfantego 34.

